Przejdź do głównej zawartości

Śmiesznie, Smutno, Romantycznie / Recenzja 4 książek





Witajcie! Już jakiś czas temu przeczytałam cztery bardzo interesujące książki, postanowiłam się nimi z Wami podzielić! Zapraszam!


STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ




"Z niewinnością różnie bywa, zależy, z czyjej perspektywy się patrzy."



Allan Karlsson w swoje setne urodziny postanawia opuścić dom spokojnej starości... przez okno! Jego decyzja niesie za sobą poważne konsekwencje oraz wiele ekstremalnych przygód w gronie prawdziwych przyjaciół.

Poznajemy życie Allana Karlssona podczas niezwykłej podróży. Bohater w wieku 100 lat decyduje się przeżyć kolejną przygodę. Świadomy zbliżającej się śmierci, przełamuje stereotypy ograniczeń wiekowych.Każda historia Allana jest ze sobą umiejętnie powiązana. Wszystkie wydarzenia są spójne, scalone. Bohater ma lekkie podejście do życia. Podejmuje każde wyzwanie, spokojnie radzi sobie z problemami. Historia owego starca obrazuje nam jak relacje międzyludzkie potrafią ulec zmianie. Allan nie rozważa swoich decyzji, żyje chwilą.

Kunszt Jonasa Jonasson'a jest niezwykle przyjemny. Autor wzbudza zainteresowanie czytelnika każdą stroną. Połączył wątki przeszłości i teraźniejszości. Wprowadził elementy kryminału, nawiązał do historii i postaci historycznych: Allan poznał prezydenta Trumana, leciał samolotem z premierem Churchillem, pił wódkę ze Stalinem. Głównym wątkiem powieści jest podróżowanie, które ma przede wszystkim cechy humorystyczne. Zawiera szczegółowy opis każdego bohatera, urzeka nas barwnymi historiami. Uczy nas, że miłość może zagościć w naszych sercach niezależnie od wieku.

Dawno nie czytałam tak śmiesznej książki, to chyba najlepsza komedia jaką czytałam, a uwierzcie mi,mnie nie jest łatwo rozśmieszyć.


WSZYSTKIE JASNE MIEJSCA




„Co czterdzieści sekund ktoś na świecie umiera na skutek samobójstwa. Co czterdzieści sekund ktoś zostaje i musi uporać się z poczuciem straty i żałoby.”


Theodore Finch ma siedemnaście lat i każdego dnia rozmyśla jak odebrać sobie życie, choć jednocześnie cały czas poszukuje czegoś, co pozwoliłoby mu pozostać na tym świecie. Zaś Violet Markey nie potrafi pogodzić się z tragiczną przeszłością. Wciąż żyje wypadkiem, w którym zginęła jej siostra. Odlicza dni do zakończenia szkoły i marzy by wyjechać z miasta i zapomnieć o minionych wydarzeniach. Pewnego dnia oboje spotykają się na szczycie szkolnej wieży, sześć metrów nad ziemią z zamiarem popełnienia samobójstwa. Między nimi wywiązuje się rozmowa i tak naprawdę nie wiadomo już, kto komu uratował życie. Od tego momentu nastolatkowie zaczynają się coraz bardziej do siebie zbliżać. Co z tego wyniknie? Jakie decyzje podejmą bohaterowie? Jaki będzie finał tej historii?Mówiąc szczerze, dawno nie czytałam tak poruszającej książki dla młodzieży. Miałam już okazje czytać kilka książek dotykających tematu samobójstwa, w tym „Playlist for the dead” Michelle Falkoff, która również bardzo głęboko mnie poruszyła. Jednak „Wszystkie jasne miejsca” jest wyjątkowa pod tym względem. Sprawiła, że nie mogłam dojść do siebie, byłam zdruzgotana i rozbita emocjonalnie. To niesamowicie piękna książka, a jednocześnie przykra i bolesna. Cieszę się jednak, że mogłam ją przeczytać. Jestem pewna, że na długo zostanie w mojej pamięci.

„Wszystkie jasne miejsca” to książka prawdziwa aż do bólu, rozdzierająca duszę i serce. Dotyka do żywego, skłania do głębszych refleksji i zmusza do zastanowienia się nad swoim życiem. Pomimo tego, że jest to w pewien sposób historia tragiczna, to jednak należy pamiętać, że jest to również piękna opowieść o niezwykłej miłości i życiu dwójki młodych ludzi, którzy stanęli na skraju przepaści. Wszystkie słowa są tutaj tak naprawdę zbędne. Tą książkę po prostu trzeba przeczytać. Jestem pewna, że będziecie oczarowani. Dla mnie koniec był na prawdę smutny i aż się popłakałam...


PLAYLIST FOR THE DEATH






Po książę Michelle Falkoff sięgałam z wielką ciekawością, ale także z lekkimi obawami, bo z opisu wydawcy dowiedziałam że pojawi się w niej motyw śmierci. A teraz w listopadzie, w miesiącu w którym odwiedzamy groby, wspominamy i jeszcze mocniej odczuwamy stratę najbliższych osób ten temat może być dla nas szczególnie trudny; tak jest w moim przypadku...
Pojawia się pytanie, czy ta książka wprowadziła mnie w jeszcze bardziej ponury nastrój?
Pozwólcie, że najpierw w kilku słowach przedstawię Wam zarys fabuły tej lektury.
Sam - główny bohater powieści wybrał się do swojego najlepszego przyjaciela, tym bardziej nie mógł się doczekać spotkania, bo dzień wcześniej doszło między nimi do niemiłej wymiany zdań. Na miejscu dowiaduje się, że Hayden nie żyje - popełnił samobójstwo... Jest to dla Sama szok! A po znalezieniu w jego pokoju pendrive'a, a na nim tajemniczej playlisty oraz kartki z napisem: "Dla Sama. Posłuchaj, a zrozumiesz"* - jest to tym bardziej dziwne... Chłopak ma mętlik w głowie. Chce jak najszybciej przesłuchać wszystkie utwory i poznać przyczynę tego ostatecznego, wstrząsającego czynu kolegi. 
Jednak odtwarzając kolejno kawałki, wie już że nie będzie to takie proste jak mu się na początku wydawało. Czeka go wędrówka pośród wspomnień, pełna ich razem spędzonych chwil; ich radości i trosk... Ich wielkiej przyjaźni, rozmów, przywiązania, zrozumienia, wspólnego hobby...
Przyznaję się, że nie miałam wobec tej książki dużych oczekiwań, ale Michelle Falkoff potrafiła pozytywnie mnie zaskoczyć. Historia przez nią stworzona bardzo mnie wciągnęła.
(..)"Playlist for the dead. Posłuchaj, a zrozumiesz" to poruszająca, melancholijna, wymowna i mądra powieść. Wiele w niej jest tajemnic do odkrycia. Tytuły piosenek, które autorka w niej ukryła to puzzle, które po złożeniu w całość ukazują nam moc prawdziwej przyjaźni oraz przedstawiają nam chłopaków, których ona połączyła. 
Ta książka odkrywa przed nami również silne poczucie straty, bólu, winy, osamotnienia, niezrozumienia, złości; ale tli się w niej także odrobina optymizmu, nadziei oraz potrzeby wybaczenia i miłości.

Polecam!


PAPIEROWE MIASTA




Fenomen Johna Greena obserwuję już od dłuższego czasu. Każda książka, która wychodzi spod jego pióra, szybko znajduje się wśród ulubionych tytułów czytelników. Nie potrafię nazwać odpowiednio tego zjawiska, ale użycie tu słowa HIT byłoby dużą obrazą w kierunku twórczości autora, gdyż hitem może być każda pierwsza książka o wampirach. John Green tworzy nieprawdopodobnie ciekawe, realistyczne i interesujące historie o młodych ludziach dla młodych ludzi. Przekonanie się o tym na własnej skórze przy "Papierowych miastach" było dla mnie ogromną przyjemnością i szczęściem. Długo nie wymarzę z mojej głowy "Papierowych miasto".

Quentin Jacobsen jest uczniem ostatniej klasy szkoły średniej w Orlando na Florydzie. Wiele lat temu, wraz ze swoją przyjaciółką Margo, odnajduje ciało martwego mężczyzny, co na zawsze pozostaje w ich głowach. Teraz Margo Roth Spiegelman jest dla Q jedynie nieosiągalnym, niedostępnym obiektem westchnień jego młodzieńczego zakochania. Pewnej nocy dziewczyna pojawia się w jego pokoju i namawia na współudział w świetnej przygodzie. Przygoda ta to nic innego jak wożenie Margo po mieście, gdy ta wyrównuje swoje rachunki z całym Orlando. Te nocne eskapady dają Quentinowi nadzieję na odrodzenie starej przyjaźni. Niestety Margo znika, rozczarowana tym światem. Pozostawia po sobie liczne ślady, które bardziej denerwują i martwią Jacobsena niż pomagają mu odnaleźć dziewczynę. Nie poddaje się jednak i razem z Radarem i Benem (przyjaciółmi) rusza tropem papierowych miast.

Nadal w głowie analizuję historię opowiedzianą przez Johna Greena i zadziwia mnie to, jak autor zbudował postać Margo. Jest ona jedną z ciekawszych literackich kreacji jaką spotkałam. Podobał mi się kierunek myślenia dziewczyny i autora, który snuje ciekawe refleksje na temat świata. Tyle w tym było racji, tyle prawdy o tym, że wszystko jest takie jednolite, dwuwymiarowe, papierowe .




Nie psuję już więcej przyjemności z czytania.
Serdecznie polecam!




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Yankee Candle

Cześć! Nastały zimne zimowe wieczory, większość z nas spędza je pod kocykiem z kubkiem gorącej rozgrzewającej herbaty. A dlaczego nie urozmaicić sobie tego? Oto dla Was przygotowałam post z moimi ulubionymi zapachami wosków Yankee Candle. Preferuję zapachy kwiatowe, dzięki którym mogę przenieść się w moje ulubione pory roku, czyli wiosnę i lato. 




Yankee Candle ma do zaproponowania nam ogromną, różnorodną gamę zapachów. Od świeżej bawełny do świątecznych mieszanek. Woski Yankee Candle są bardzo intensywne, nie wiele potrzeba by zaczęło pachnieć w całym pokoju. Woski to moje must have w domu, no i oczywiście kominek. Woski Yankee to nie tylko super uzupełnienie wieczoru, ale również dobry element wystroju.



Dla mnie zdecydowanie wygrywają dwa zapachy, nowość zimy 2016/17 'All is bright' i Verbena.
All is bright Ten biały wosk to połączenie jak pisze producent "mieszanki skrzących nut cytrusowych utkanych na ciepłej piżmowej nucie.Nie trudno się z nimi nie zgodzić. Relaksujące…

Yankee, Primark, F&F

Witam w kolejnej notce! Post z woskami Yankee Candle przypadł Wam do gustu, wiec dziś świeczkowi ulubieńcy. Nie ukrywajmy, każdy z nas lubi świeczki, czy to zapachowe czy nie. Świeczki wprowadzają przyjemną a i nawet romantyczną atmosferę. Palimy je przy kąpieli, spotkaniu z rodziną czy na kolacji i drugą połówką. Enjoy!

#1 WHITE TEA & PEONY / PRIMARK Ta świeczka to jedna z moich ulubionych. Palę ją tylko w wyjątkowych chwilach, co tu ukrywać, oszczędzam ją. Mimo to, że kosztowała 1 € szkoda mi jej używać. Kupiłam ją w Primarku w Saarland. Bardzo intensywny odprężający zapach piwonii  z pewnością znajdzie swoich fanów.
Świeczka bardzo wydajna, mam ją ponad rok a został prawie cały słoiczek.



#2 YANKEE CANDLE GARDEN SWEET PEA Jak zauważyliście jestem miłośniczką kwiatowych zapachów, kolejna pozycja również o zapachu piwonii. Yankee jest także bardzo wydajna, dostałam ją na Mikołajki, i zapalam ją bo kocham ten zapach. Gdy na zewnątrz jest -20 stopni, u mnie w pokoju panuje wiosna. Świ…